include_once("common_lab_header.php");
Excerpt for Pamiętniki Fenka. Kamperem przez Polskę. Część 1 by , available in its entirety at Smashwords

Pamiętniki Fenka.
Kamperem przez Polskę

Część 1

Anna Jurczyńska

Pamiętniki Fenka. Kamperem przez Polskę. Część 1

Autor Anna Jurczyńska
Ilustracje: Daniel Włodarski

Copyright 2019 Konrad Sobik - Fenek.com





Smashwords Edition, License Notes

Thank you for downloading this ebook. This book remains the copyrighted property of the author, and may not be redistributed to others for commercial or non-commercial purposes. If you enjoyed this book, please encourage your friends to download their own copy from their favorite authorized retailer. Thank you for your support.



Ten ebook jest licencjonowany wyłącznie dla Twojej osobistej przyjemności. Tego ebooka nie można odsprzedawać ani rozdawać innym osobom. Jeśli chcesz udostępnić tę książkę innej osobie, kup dodatkową kopię dla każdego odbiorcy. Jeśli czytasz tę książkę i jej nie kupiłeś lub nie kupiłeś jej tylko do użytku, wróć do swojego ulubionego sprzedawcy ebooków i kup swój egzemplarz. Dziękuję za uszanowanie ciężkiej naszej pracy.

Konrad Sobik

Już wkrótce kolejna część książki na Smashwords.

Spis treści

Po przedszkolu!

Wrocławski golas

Poznańska przygoda

Szczecińskie zagadki

Warszawa dla czyścioszków

Co słychać w puszczy

Gdańskie przygody

Krakowskim szlakiem

Niedźwiedzie w jaskini

Przyjemności w Łodzi

Wikingowie z Jomsborga

List z Dusznik-Zdroju

Opolska podróż w przeszłość

Od Wydawcy

O Autorze

Po przedszkolu!

Halo Ziemia, tu Fenek...

Zaczynam nadawać. To znaczy... nagrywać mój pamiętnik. Na szczęście w telefonie mojego taty jest taka funkcja, która zamienia wszystko, co mówię, w tekst, i dzięki temu mogę zostawiać Ci wiadomości. Ach, te literki... Nie umiem jeszcze tak szybko czytać, więc gdyby pojawiły się tu jakieś błędy, bardzo za nie przepraszam.

Jak najszybciej muszę nauczyć się samodzielnie spisywać wspomnienia, bo Fenia, moja młodsza siostra, podsłuchuje, i może później wszystko wypaplać rodzicom. Nie mam przed nimi jakichś tam znowu tajemnic, ale swój mały świat chcę dzielić tylko z Tobą.

Kolejne historie z mojego pamiętnika będę publikował na stronie www.fenek.com. Możesz ich tam poszukać z rodzicami. Na początku poproś mamę, tatę albo kogoś z rodziny o przeczytanie moich historii, ale później spróbuj zrobić to samodzielnie. Bo przecież to właśnie dla Ciebie je piszę :) Jeżeli będziesz chciał mi odpowiedzieć, to nie ma sprawy. Na końcu nagrania podam Ci adres mailowy mojego taty – możesz wysłać wiadomość, tylko koniecznie napisz, że to do Fenka, bo wtedy tata da mi przeczytać. Pamiętaj, żeby się podpisać: lubię wiedzieć, od kogo dostaję wiadomości. Już się nie mogę doczekać!

A teraz muszę Ci jeszcze powiedzieć, co się zmieniło w moim życiu od zakończenia przedszkola. Mama zaczęła śpiewać. Początki były trochę trudne, ale cały czas jej kibicowaliśmy. Teraz mama śpiewa już tak ładnie, że zaczęliśmy co tydzień jeździć po kraju i dawać małe koncerty, przede wszystkim dla dzieci. Tata też się musiał zaangażować, bo kocha mamę i chciał spędzać ten czas z nami. To dlatego od początku roku szkolnego jeździmy wszyscy razem, a tata rozwiesza plakaty, sprzedaje płyty z muzyką i książeczki. Koncerty gramy w szkołach, przedszkolach, domach kultury i w bibliotekach. Mama z tatą tak sobie to wymyślili, że mama śpiewa o Fenku, czyli o mnie, i dzięki temu zawsze na tych wyjazdach poznaję wielu fajnych kolegów, chociaż... nie zawsze, ale o tym wkrótce.

Rodzice jakoś tak to wszystko urządzili, że podczas tras koncertowych nie chodzę do szkoły. Zamiast tego tata uczy mnie przez dwie godzinki dziennie, a potem mam dużo wolnego czasu na moje ulubione rolki, rower i inne sporty, no i na kontaktowanie się z nowymi kolegami. Może wkrótce odwiedzimy również Twoją okolicę i się spotkamy? Bardzo bym chciał!

Każdy tydzień ma siedem dni. Koncerty zajmują nam trzy dni w tygodniu, więc na pozostałe cztery, w tym na weekend, wracamy do naszego kochanego domku w Słonecznej Krainie. Mam wtedy czas na zabawę z Maksiem i kontakt z moim nauczycielem ze szkoły, który sprawdza, czego się nauczyłem, i z którym ustalamy, co powinienem robić dalej. To z nim stworzyłem swojego pierwszego bloga.

Podczas wyjazdów zwykle śpimy w kamperze. Tata zawsze szuka jakiejś miłej rodziny z dziećmi, która pozwoli nam zatrzymać się u siebie w ogrodzie. Często spędzamy wieczory razem z nimi. Ostatnio nocowaliśmy u pani florystki, która przed wyjazdem zrobiła nam z kwiatów wieńce na głowy. Były takie ładne, że Fenia wszystkie zasuszyła i zaniosła na wystawę w Słonecznej Krainie, a jeden z nich przekazała na aukcję, podczas której zbierano pieniążki na leczenie wady wzroku Krecika. Z tej zbiórki zrobiła się taaaka akcja, że nawet w gazetach o tym pisali!

Czekam na Twój list. Pisz na adres: tata@fenek.com.

(Kto w ogóle wymyślił tę małpę w adresie?)

To tyle, bo widzę, że tata szuka telefonu. Już wkrótce napiszę, co działo się podczas naszych pierwszych wyjazdów, i jak to się stało, że Fenia dostała wysypkę...

Cześć!

Wrocławski golas

Hej! To ja – Fenek! Cieszę się, że znowu się spotykamy. Mam Ci tyle do opowiedzenia! Przede wszystkim to, że ostatnio dotarliśmy do Wrocławia. Jest to duże miasto położone nad rzeką Odrą. Mama miała tam śpiewać podczas koncertu na wyspie (jak zauważyłem, we Wrocławiu jest dużo wysp).

Kiedy ona ćwiczyła przed występem, tato zabrał mnie i Fenię na wycieczkę po mieście. Zaczęliśmy od rynku, który jest naprawdę ogromny! Na środku stoi ratusz. Jest strasznie ciekawy: na jego ścianach można podziwiać różne rzeźby zwierząt i ludzi. Jest ich mnóstwo! Są nawet rynny w kształcie smoczych głów. Oczywiście na rynku nie może zabraknąć lodziarni. Tato nie dał się długo namawiać na lody i po chwili każde z nas lizało swoją gałkę. Ja wybrałem jagodowe. Mmm, pycha!

Spacerowaliśmy po rynku, aż doszliśmy do fontanny. Jeszcze nigdy takiej nie widziałem: były w niej wysokie szyby, które wyglądały jak morskie fale. Podeszliśmy bliżej, a Fenia szybko przełożyła nogę przez krawędź fontanny i już w niej stała, nie przestając lizać loda. Trzeba przyznać, że tata ma nerwy ze stali. Spokojnie wyjął małą z wody i zaczął jej tłumaczyć, że tu się nie pływa. Osuszył jej nogi i sandały chusteczkami higienicznymi. Dobrze, że był upalny dzień i wszystko szybko wyschło.

Poszliśmy dalej, a na końcu jednej z ulic stał goły pan ze szpadą. Ale nie był wcale prawdziwy, tylko z kamienia! Jak się okazało, był częścią kolejnej fontanny. Tym razem tato dobrze pilnował Feni, żeby do niej nie wskoczyła. Ciekawe, dlaczego ten szermierz na fontannie nie ma ubrania? I dlaczego chowa szpadę za siebie? Przecież szermierz powinien być dumny, że ją ma – może nią walczyć, bronić słabszych, użyć do przecięcia liny… Liczyłem na to, że może dowiem się tego od przewodniczki, która właśnie podeszła do nas razem ze swoją wycieczką.

Niestety, zaczęła coś opowiadać w obcym języku. Tato powiedział, że to niemiecki. Wielka szkoda, że go nie znam! Jak by to było wspaniale dowiedzieć się, co mówiła przewodniczka... Turyści podziwiali pomnik, śmiali się, a nawet klaskali.

Przy fontannie z szermierzem Fenia oświadczyła, że jest głodna, a i mnie zaczęło burczeć w brzuchu, więc poszliśmy coś zjeść do miłej studenckiej jadłodajni. Można było sobie w niej wybrać i nałożyć na talerz to, na co się miało ochotę. Wszystkie potrawy kosztowały tyle samo, ale ważne było, ile ważą, bo podano cenę za sto gram. Zastanawiałem się, ile to jest sto gram? Dużo czy mało? Ha! Zauważyłem, że to całkiem sporo liści sałaty, ale za to mniej kawałeczków mięsa. Hm... Nagle mnie olśniło. No jasne – sałata jest lekka! Mimo to nie miałem okazji sprawdzić jej ciężaru – przecież nie będę robił doświadczeń, gdy inni czekają za mną w kolejce do kasy. Muszę zapytać o to mojego nauczyciela-tutora. Może razem wymyślimy jakieś ciekawe zabawy z wagą?

Z pełnymi brzuchami ruszyliśmy dalej, aż doszliśmy do katedry. To taki bardzo stary kościół z dwiema wieżami. Weszliśmy małym wejściem na ciemne, kręcone, wąskie schodki i zaczęliśmy się wspinać na wieżę. Trochę zaczęło mi być nieprzyjemnie, ale nie dawałem tego po sobie poznać, żeby Fenia się nie wystraszyła. Gdy już myślałem, że zacznie mi się od tej wspinaczki kręcić w głowie, okazało się, że dalszą część drogi na górę pokonuje się windą! I tam, na górze, dopiero zrozumiałem, że Wrocław to naprawdę duże miasto! I że nie uda nam się zwiedzić wszystkiego, na co mielibyśmy ochotę. Tato też orzekł, że czas wracać, bo mama pewnie już skończyła próbę i trzeba jej pomóc zwalczyć tremę. Chcesz wiedzieć, jak pomagamy mamie? Przytulamy się do niej i opowiadamy jej miłe rzeczy, żeby poczuła, jak bardzo ją kochamy. Tym razem mieliśmy sporo do przekazania i tuliliśmy się do niej jak zawsze.

Wtedy właśnie okazało się, że Fenia ma gorączkę.

Gorączka to nie dramat – wiadomo, że organizm w ten sposób broni się przed infekcją. Ale mama i tak była zmartwiona – słyszałem, jak podczas śpiewania tej wesołej piosenki o słoniach drżał jej głos. Dopiero dzisiaj, gdy wróciliśmy do domu, na ciele Feni pojawiły się małe bąble, a babcia, która odwiedziła nas po południu, powiedziała, że to ospa wietrzna. Teraz bąble posmarowane są na fioletowo, a Fenia wygląda w tych wzorkach jak ciasto z jagodami. Hi, hi, hi!

Wiadomość z ostatniej chwili: fontanna nazywa się po niemiecku „der Springbrunnen”, a ten szermierz to student, który wszystko, co miał, przegrał w karty. Została mu tylko szpada. Na pewno była dla niego bardzo cenna, skoro nie chciał jej stracić. I na pewno był zły, że tak niemądrze pozbył się pozostałych rzeczy. Ja bym nigdy nie postąpił tak, jak on!

A może Ty znasz Wrocław lepiej? Napisz, co przegapiłem, chętnie jeszcze tu wrócimy. Pisz bezpośrednio na mój adres: ja@fenek.pl. Tata zdecydował się mi go założyć po tym, jak przez pół dnia „okupowałem” jego komputer, aby odpowiedzieć na wszystkie maile do mnie.

A ja już niedługo napiszę Ci, jak nam się udał pobyt w Poznaniu – zdradzę tylko, że dołączył do nas ktoś bardzo miły i interesujący. Pa!



=> powrót

Poznańska przygoda

Hej, hej! Fenek pozdrawia ze Słonecznej Krainy! Tato odpoczywa w hamaku w ogrodzie i dał mi swój telefon, więc mam teraz dużo czasu na pamiętnik. Chętnie opowiem Ci, co u nas słychać.

Byliśmy w Poznaniu. Tym razem wybraliśmy się tam nie tylko z rodzicami, ale również z dziadkiem i babcią. Gdyby nie oni, wszystko potoczyłyby się całkiem inaczej.

Poznań, tak jak Wrocław, jest baaardzo duży. To najważniejsze miasto regionu Polski, który nazywa się Wielkopolską. Poszliśmy na rynek, który nie jest tak duży jak wrocławski, ale ma wiele atrakcji. Ja przede wszystkim chciałem zobaczyć słynne poznańskie koziołki. O godzinie dwunastej w południe dwa blaszane koziołki na wieży ratuszowej trykają się różkami. Według legendy uciekły młodemu kuchcikowi, który chciał je upiec! Były tak zwinne i szybkie, że dostały się aż na wieżę ratuszową i ukazały się zdziwionym i rozbawionym mieszkańcom Poznania. Burmistrz kazał na pamiątkę tego wydarzenia zamontować na wieży specjalny mechanizm z koziołkami. Prawdziwym zwierzętom pozwolił do woli paść się na podmiejskich łąkach. A to wesoła historia!

Na rynku było bardzo tłoczno. Mama zwróciła nam uwagę, żebyśmy trzymali się dorosłych, bo w tłumie łatwo można się zgubić. Chwyciłem więc rękę dziadka. Szliśmy razem, gapiąc się na kolorowe kamieniczki, bryczkę ciągniętą przez konia, obrazy wystawione na sprzedaż wprost na ulicy, ludzi siedzących w ogródkach restauracji… Nagle dziadek powiedział, że czuje się jakoś dziwnie i powinien chyba usiąść, a w każdym razie wyjść z tego tłoku. Usiedliśmy więc w ogródku małej kawiarni.


Purchase this book or download sample versions for your ebook reader.
(Pages 1-7 show above.)